Przesłuchanie Człowieka

Kiedy staje przed nimi w cieniu podejrzenia jest jeszcze cały z materii światła…

Trailer

Kiedy staje przed nimi
w cieniu podejrzenia
jest jeszcze cały
z materii światła…

Zbigniew Herbert, „Przesłuchanie anioła”

O spektaklu

Nie wszyscy może wiedzą, więc zacznę od tego, że Zbigniew Herbert napisał wiersz „Przesłuchanie anioła”. Inspiracją był obraz Władysława Hasiora o pierwotnym tytule „Przesłuchanie partyzanta”, poświęcony katowanym żołnierzom wyklętym. Obraz wisi w Galerii Władysława Hasiora w Zakopanem, pod zmienionym na „Przesłuchanie anioła” tytule, bo ten pierwszy tytuł miałby kłopoty z cenzurą. Tyle historii. Z tekstu Herberta Gintrowski zrobił muzyczną perełkę, a ja z kolei, decydując się na napisanie scenicznej historii o Gintrowskim, zatytułowałem ją „Przesłuchanie człowieka”. Bo w tej sztuce Anioł przesłuchuje  Przemysława Gintrowskiego po jego odejściu z tego świata. Przesłuchuje? Może bardziej pyta i wysłuchuje. Gintrowski po ostatnim zamknięciu oczu na ziemi znajduje się w dziwnej przestrzeni. Tam spotyka istotę ( Adrianna Kieś ), która samą siebie określa mianem Substancji. I jej właśnie zdaje sprawozdanie ze swojego życia. Ale nie byłby Gintrowskim, gdyby nawet tam nie walczył o swoje, nie bronił swych idei, nie przekonywał do swoich racji. I robi to sugestywnie do tego stopnia, że Anioł nabiera prawdziwej ochoty na stanie się człowiekiem.

Z przebiegu sztuki dowiemy się wiele o życiu Gintrowskiego, o jego fascynacji Herbertem, o przyjaźni z Jackiem Kaczmarskim i Zbigniewem Łapińskim. Poznamy trochę historii lat 70 i 80, wejdziemy w atmosferę studenckich klubów tamtych lat. Ale przede wszystkim przeżyjemy przepiękne spotkanie człowieka z Aniołem. Anioł broni dogmatycznych racji. Człowiek przekonuje go, że życie na ziemi to smak, jakiego Anioł nie mógł zaznać w niebie. Co się z tego spotkania zrodzi? Na pewno niezwykła więź między scenicznymi bohaterami i gwarantowane wzruszenie widzów. Songi Gintrowskiego do tekstów Zbigniewa Herberta, Justyny Holm, czy Krzysztofa Sieniawskiego śpiewane przez Adriannę Kieś sytuują ten spektakl naprawdę niedaleko od nieba.

A dla mnie, twórcy tekstu reżysera spektaklu i wykonawcy roli Gintrowskiego, jest to kolejna wędrówka po świecie własnych doświadczeń i wyobraźni, którą lata temu zapoczątkowała lektura piosenek Gintrowskiego. Jest to mutacja, duchowo bardzo bliska, formalnie bardzo odległa „Ostatniego tanga z Herbertem”, spektaklu, w którym zamieszkałem na zawsze i z którego czasami wychodzę do innych pokoi, takich jak „Przesłuchanie człowieka”.

Zdjęcia